Dwa miesiące życia w Warszawie

Minęły 2 miesiące odkąd przeprowadziliśmy się z żoną do Warszawy. O dobrych i gorszych stronach, o planach i wątpliwościach kilka słów.

Mieszkam w Warszawie od 1 lipca 2020 roku. Wcześniej przez nieco ponad 32 lata mieszkałem w Katowicach (czyli całe dotychczasowe życie).

O powodach przeprowadzki pisałem już w kilku słowach w ostatnim podsumowaniu miesiąca. Tak naprawdę to nic wielkiego, ot po prostu chęć zmiany, zrobienia “czegoś” w życiu.

Jedni wchodzą na Everest, inni biegną w maratonie, a jeszcze inni przeprowadzają się.

Te pierwsze dwa miesiące nie były łatwe.

 

Praca

Praca w nowym miejscu to w zasadzie niekończące się pasmo wyzwań. Wcześniej pracowałem jako kontroler finansowy w 4 osobowym zespole. Teraz tworzę jednoosobowy dział kontrolingu, a więc siłą rzeczy muszę w taki czy inny sposób samemu “robić” kontroling. Do tego dochodzi nowe środowisko, nowy system, nowe standardy, a więc jednym słowem – codziennie mierzę się z nowymi wyzwaniami.

Z jednym strony świetnie, bo przeprowadzka miała nieść za sobą dalszy rozwój, a ta praca na pewno jest rozwojowa. Z drugiej strony łatwo nie jest. Do tej pory nie byłem nauczony tak dużej samodzielności i odpowiedzialności. Jest to coś nowego, czego muszę się nauczyć. 

Nie jestem też osobą ekstrawertyczną i odnalezienie się w nowym środowisku, nawiązanie znajomości nie przychodzi mi łatwo. Podziwiam osoby, które w kilka minut potrafią znaleźć się w nowym środowisku i od razu nawiązać znajomości. 

Ja jestem zamknięty w sobie i zdystansowany. Potrzebuję czasu, aby nawiązań nowe znajomości. Czas na szczęście działa na moją korzyść 🙂

Po początkowych tygodniach kiedy jeździłem samochodem, postanowiłem ponownie przesiąść się na komunikację miejską i ponownie ją sobie chwalę. Jednocześnie wróciłem do czytania książek, a więc te dojazdy spędzam produktywnie.

Lubię w tych dojazdach obserwować Warszawę, innych ludzi, życie. To potrafi być niekiedy fascynujące. W tym temacie jest nawet fajna piosenka 🙂

 

 

Mieszkanie

Mieszkam w bardzo fajnej dzielnicy – Żoliborz Artystyczny. Może nie jest tak stylowo jak na starym mieście bo jednak jest to nowe osiedle, ale jest czysto, zielono, ładnie, spokojnie i blisko innych dzielnic.

W mieszkaniu mam ogródek, który ogromnie sobie z żoną chwalimy i w którym teraz tworzę ten wpis. Jest godzina 20:34, obok mnie palą się świeczki, piję wino i w ogródku w środku Warszawy piszę wpis na bloga. Bajka.

Sama Warszawa jest cudowna. Pod każdym względem.

Komunikacja miejska, o której pisałem wcześniej jest perfekcyjna.

Jest czysto.

Jest pięknie. Może nowe budownictwo (szklane budynki) zbyt mocno kontrastują z piękną zabudową poprzednich dziesiącio czy stu leci, ale jest co podziwiać. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Będąc na starym mieście można dosłownie przenieść się w czasie. Cudownie kamieniczki, piękne ulice, latarnie, drzewa, uliczne restauracje, pięknie wystawy, muzyka, zapachy.

Będąc w śródmieściu można poczuć się nowocześnie. Ogromnie wieżowce, ładne samochody, modne sklepy.

 

Jedną z ogromnych przewag nad Katowicami są wszechobecne knajpki. W Warszawie po prostu chce się wychodzić na miasto bo jest nieskończony wybór lokali.

Ja dopiero byłem w kilku, ale już mam swoich faworytów. Oczywiście lubię Green Cafe Nero czy Sexy Duck z absolutnie wspaniałą włoską muzyką w tle.

 

Co dalej?

Warszawa oferuje sporo. Trzeba tylko coś wybrać.

W ciągu najbliższych miesięcy:

  • zapiszę się na naukę gry na fortepianie
  • wrócę do porannych rytuałów
  • wrócę do crossfitu (niestety od marca 2020 nie ćwiczę)
  • pójdę na spotkanie pisarskie
  • pomyślę nad powrotem do nagrywania vloga

 

Tylko tyle i aż tyle. Po prostu – życie.

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.